niedziela, 15 listopada 2015

Prekariat


nowa grupa społeczna ?

Różnią się wykształceniem, umiejętnościami, pochodzeniem oraz statusem majątkowym. Łączy ich niepewność egzystencji, dominacja nietrwałych form zatrudnienia, brak poczucia bezpieczeństwa i niemożność planowania życia. Są to cechy nowej grupy społecznej- Prekariuszy

Utożsamia się ich zwykle ze wszystkimi, którzy pracują na warunkach „śmieciowych umów” , czyli umów cywilnoprawnych rozumianych jako „umów na zlecenie” czy też „umów o dzieło”. Należą do nich zarówno uczniowie, studenci, jak i osoby z wykształceniem wyższym. Według Jana Sowy „Pierwszym czynnikiem generującym obecnie prekarność jest neoliberalna globalizacja. Jeden z jej elementów to proces nieustannego wyrównywania cen czynników produkcji, czyli m.in. pracy. Drugim z czynników generujących prekarność jest uelastycznienie procesu produkcyjnego”
Warto jest mieć jednak na uwadze jeszcze jedną , istotną przyczynę – rozwój modelu funkcjonowania niepublicznego szkolnictwa wyższego.

Lata 70 i 80 XX wieku. Rodzą się nowi obywatele Rzeczpospolitej –  pokolenie wyżu demograficznego, prekursorzy Prekriatu . Na rynku pracy przeważają ludzie po szkołach zawodowych, zatrudnieni w państwowych ośrodkach przemysłowych. Następują zmiany gospodarcze, prywatyzacja wymaga specjalistów po szkołach wyższych, państwo nie jest w stanie zapewnić pracy kowalom, szewcom, krawcom, a nawet górnikom. Jedynym ratunkiem wydaje się być utworzenie generacji najbardziej wykształconej kadry w historii kraju.
Pierwszym krokiem do wielkich zmian jest więc reforma matury, zdecydowanie bardziej przystępna dla przyszłych wykwalifikowanych specjalistów po studiach. Odejście od obowiązkowej matematyki z pewnością pomogło wielu uczniom uzyskać cenione niegdyś wykształcenie średnie. Ponadto, aby zachęcić społeczeństwo do jego osiągnięcia, zaczęto eliminować szkoły zawodowe, które przecież nie mogły zaoferować przystąpienia do egzaminu dojrzałości. Wszyscy więc po zdanej maturze byli zmuszeni do aplikowania na studia.

Kto żyw nie mógł jednak do nich uczęszczać, ośrodki szkół wyższych nie były w stanie pomieścić przecież wszystkich kandydatów z wyżu demograficznego, ponadto trzeba było zmóc się z egzaminami wstępnymi, którym nie każdy był w stanie podołać. Biznes edukacyjny okazał się trafnym rozwiązaniem. Powstało dużo uczelni niepublicznych oferujących coraz atrakcyjniejsze warunki zdobywania dyplomu magistra za przystępną cenę. W efekcie uczelnie państwowe, mając nie lada konkurencję, zostały zmuszone do tworzenia coraz to nowszych, wyimaginowanych kierunków, które nie są w stanie w żaden sposób okazać się przydatnymi na rynku pracy.

Obywatele ukończywszy studia prywatne stali się konkurencją dla tych, co skończyli państwowe uniwersytety, a pracodawca woli więc podpisywać „umowy śmieciowe”, gdyż są dla niego bardziej opłacalne i ma świadomość ,że na jedno stanowisko znajdzie się przynajmniej 100 chętnych. Szanujący się znów nie zatrudni u siebie magistra, który jest po szkole, o której nic nie słyszał.
Prekariusze domagają się swoich praw, żądają godziwych i uczciwych warunków pracy. Niewielu z nich zdaje sobie sprawę ,że ich trudna sytuacja jest konsekwencją złego wyboru wykształcenia, które co prawda jest łatwiejsze do zdobycia, jednak  wcale nie daje gwarancji stałej pracy.
About Magda Grabowska

Piszę w internecie. Udzielam się na TT. Nie należę do żadnej organizacji zarówno rządowej jak i pozarządowej. Dziękuję za uwagę i kłaniam się nisko.

You Might Also Like

11 komentarzy:

  1. opis dzisiejszego świata, gdzie magistrem może być każdy. tak. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, tak to wygląda z mojego punktu widzenia i doświadczeń

      Usuń
  2. Niestety ukończenie porzadnych, państwowych studiów też pracy nie gwarantuje, a proponowane młodym ludziom zarobki są, jakby to powiedzieć, wstydliwie skromne.
    Trzymam kciuki za tartę! Pozdrawiam :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny artykuł, dobrze napisany. Tytuł magistra w obecnych czasach nic nie znaczy, a i doktora już też powoli się nie ceni. Niestety polska edukacja produkuje bezrobotnych. Do łask wracają szkoły zawodowe na które obecnie jest popyt. Jeżeli mogłabym coś zaproponować to radzę omijać uniwersytety i przedmioty humanistyczne, a skupić się na Polibudzie i przedmiotach ścisłych, ewentualnie na nauce języków obcych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już trochę za późno, ale wybrałam w pełni świadomie. Trochę jestem hipokrytką :D

      Usuń
  4. Tam do komentarza wyżej, to nie tak, że 'edukacja produkuje bezrobotnych' choć jest dosyć kiepska z tego co słyszę. Rzecz w tym, że każdy teraz chcę na studia iść i sobie nie wiadomo jakie tytuły pozbierać, a prawda jest taka, że brak ludzi do pracy fizycznej. Dlatego zawodówki są obecnie takie opłacalne, bo w większości przypadków masz już praktyki, co daje dobry start po szkole, albo od razu prace. Za dużo jest ludzi wykształconych, stąd żarty, że po studiach do McDonalds. Tak mi się wydaje, hueh, ale co ja tam wiem o życiu. Xd

    OdpowiedzUsuń
  5. Tam do komentarza wyżej, to nie tak, że 'edukacja produkuje bezrobotnych' choć jest dosyć kiepska z tego co słyszę. Rzecz w tym, że każdy teraz chcę na studia iść i sobie nie wiadomo jakie tytuły pozbierać, a prawda jest taka, że brak ludzi do pracy fizycznej. Dlatego zawodówki są obecnie takie opłacalne, bo w większości przypadków masz już praktyki, co daje dobry start po szkole, albo od razu prace. Za dużo jest ludzi wykształconych, stąd żarty, że po studiach do McDonalds. Tak mi się wydaje, hueh, ale co ja tam wiem o życiu. Xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Niestety sama tego doświadczam. Do skandalu dochodzi , gdy otrzymuje ofertę dla specjalisty, a forma zatrudnienia to śmieciówka... Teraz po 6 latach udało mi się znaleźć pracę z umową o pracę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za miłe słowa! :D
    Czytałam o prekariuszach ostatnio na socjologię i widzę sporo osób, które do tej grupy można zaliczyć...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe czemu artykuł został ukradziony z https://lustracja.wordpress.com/2015/06/12/prekariat-2/

    OdpowiedzUsuń
  9. Sporo jest racji w artykule, ale zakładanie, że uniwersytety mają być kuźnią wykwalifikowanej siły roboczej jest pomyłką i obrazą dla samej instytucji uniwersytetu. Co innego akademie, szkoły wyższe czy politechniki...

    OdpowiedzUsuń